Mania produktywności
Na 'to-do list' pusto. Co najwyżej pod kreską, czeka kilkadziesiąt po stronie realizacji u kogoś innego.
W domowym notatniku "spraw do załatwienia" widnieje jeden smutny zapis "Umów się do dentysty w lutym".
Większość poczułaby z tego tytułu lekkość ulgi- JAZDA Z NICZYM!!! Czas na odpoczynek, należne gnicie, wygrzewanie obolałego ciałka i nadwyrężonego mózgu. Książka? Netflix? A może tarzanie po dywanie z psem? Nu nu nu. Nic z tego. Teraz czas na wyrzuty sumienia.
W pozornie miękki i miły, odziany w dres poranek zapukali dziś do mnie Świadkowie Produktywności: duet pod postacią Syndromu Oszusta i Chronicznego Przemęczenia. Duet ten nie ma za grosz wdzięczności ani umiejętności docenienia za uprzednie wysiłki, on patrzy tylko w przyszłość. Wrzyna paluch w żebra z głupio-mądrym acz oskarżającym uśmiechem, wciska pustą kartkę kalendarza między oczy pytając:
"Tak chcesz coś osiągnąć? 32 lata, nie masz swojego mieszkania, ani auta, a o podróży za granicę to nawet nie ma co gadać... A może faktycznie nie jesteś aż tak potrzebna pracodawcy skoro w Google Callendar masz wolne 'spoty' i to tylko kwestia czasu aż się zorientuje, że walisz ściemę z tym całym byciem zajętą i ważną. Taka się czujesz spokojna o swoją przyszłość? Na Twoim miejscu wertowałabym książki i blogi branżowe, w każdej przerwie odpalała podcast specjalistów w dziedzinie, a... odpoczynek? Może po prostu źle zarządzasz czasem, dlatego jesteś zmęczona. Bez przesady też... Ludzie robią więcej i żyją."
Znam ten głos doskonale, to nie pierwsza wizyta. Jest niestety mój, wyhodowany na społecznych oczekiwaniach, FOMO i odbieraniem mi prawa do odpoczynku w dzieciństwie. Wyrosłam w trybie samozajeżdżania się i każda chwila, która nie służy wyższemu celowi, a w gruncie rzeczy UDOWADNIANIU, że zasłużyłam na dobre miejsce, w którym się znajduję, burzy równowagę. Trzęsę portkami, że ludzie odkryją, że jestem warta znacznie mniej niż uwierzyli.
Mimo bycia starą babą nie zawsze łatwo mi jest wyprosić Świadków Produktywności z ciepłej strefy samoakceptacji, ale pomaga mi spisywanie na liście tego, co zrobiłam danego dnia, obejmując nawet ściągnięcie gaci z suszarki. Zdecydowanie wspierającym zabiegiem jest po prostu wyjść z pomieszczenia, w którym się utknęło z napastującymi myślami: na spacer, do kawiarni, do innego pokoju biurowego. Ruszenie tyłka. I oczywiście pisanie, pisanie, pisanie do bólu. Słowo wyrzucone na powierzchnię nieszybko wraca na dno przekonań.
Pozdrawiam podczas ucieczki,
Kleo


Komentarze
Prześlij komentarz