Sobą bardziej niż kiedykolwiek
(będą przekleństwa) Podobno 30-tka miała być tym przełomowym momentem w dorosłym życiu- wywracającym wszystko do góry nogami, podmieniającym scenariusz codzienności na nieznany. Czy się tak stało? WIADOMO, ŻE NIE! Jeśli sami potraktujemy tę liczbę jako próg transformatywny, to możemy sobie zaplanować to i owo, ale przewroty egzystencjalne nie dzieją się, bo tak żeśmy w kalendarzu szrajbnęli i hops, odhaczone. Tuż przed rozmową z psycholożką, na którą się próbowałam jakoś przygotować (śmiech) uświadomiłam sobie, że wcale nie ten największy kryzys zmusił mnie do przewartościowania. To nawet nie było żadne traumatyczne wydarzenie- ostatnie pół roku, patrząc z boku, to był czas opiewający w efektywność, sukces, realizację, ale przede wszystkim (co najważniejsze w kontekście tego wpisu) opiewający w WYCZERPANIE. I owe wyczerpanie, za które całkowicie biorę odpowiedzialność, doprowadziło mnie do stanów depresyjno-lękowych, rozbudziło uśpioną somatykę, czarne myśli, zgasiło chęć życia. No jak...



