Status względnie dobry
Lidka (nazwijmy tak
swoją postać główną dzisiejszego posta) je śniadanie. Scroll scroll scroll. Wychodzi
z domu. Przechodzi przez ulicę. Scroll scroll scroll. Wsiada do autobusu, który
zabiera ją do szkoły. Scroll scroll scroll. W szkole zdarza się jej posłuchać
nauczyciela, zrobić parę zadań, ponieważ głównie scroll, scroll, scroll. Na
przerwie Lidka siedzi z przyjaciółmi. Czasownik ‘siedzi’ nie jest przenośnią do
spędzania czasu. Lidka i jej koleżanki siedzą w rządku obok siebie, każda
wpatrzona w ekran własnego telefonu i grupowo scrollują. W aktywniejszych grupach
rówieśnicy jeszcze patrzą w jeden ekran dzieląc swoje reakcje. Zwykle po prostu
przesyłają sobie treści. Po szkole Lidka siedzi w domu i snapuje: swoje
jedzenie, kapcie, kota, dizajnerski pokój. Gdy wychodzi z grupą przyjaciół, nie
omieszka poinformować nieobecnych ile tracą, robiąc selfie, zdjęcie zachodu
słońca, trawy i fajki. Lidka obchodzi święta Bożego Narodzenia. Na stole parują
pyszności, w tle gra Michael Buble, choinka świeci milionem barw plastikowych
bombek. Rodzice i dziadkowie wspominają rzewnie dawne czasy, a Lidka siedzi na
fejsie. Po tym jak wstawi fotkę przy choince w specjalnie przyszykowanym na tę
okazję outficie, wraca nagradzać znajomych zakochanymi emotkami. Lidka ma
chłopaka. Nazywa się Paweł i zna go z sieci. Są razem od paru miesięcy,
wysyłają sobie całusy o poranku i tulą się do snu na dobranoc, tyle że na
odległość. Paweł mieszka godzinę drogi od Lidki. Scroll scroll scroll…
To nie koniec reklamacji jaką składam wobec mediów
społecznościowych i technologii, a także wobec samej siebie jako użytkownika. Jak cię widzą, tak cię piszą- mówi
sentencja. W sieci tak się piszesz jak chcą cię widzieć. Wypada publikować zdjęcia
z podróży i imprez, żeby nikt nie popadł w wątpliwość w sprawie poziomu Twojego
zadowolenia z życia. Koniecznie udostępniasz aktualizację swojego statusu
łącznie z pełnym albumem ślubnych zdjęć, jako że znalazłeś miłość życia i to
najlepszą partię na globie. Jako porządny rodzic w dobie Internetu musisz
regularnie wizualnie informować grono znajomych o postępach w rozwoju swojego
dziecka, żeby zmotywować ich do ulepszenia programu rozwoju ich własnego
potomstwa. Poza tym trzydzieści ujęć bobasa, ślicznego często w wersji
subiektywnej rodzicielskiej, umazanego od stóp do głów papką różnych kolorów- czyż
to nie zjawisko cudowne?! Nie zapominaj o wstawianiu enigmatycznych w treści
postów z emotką, na przykład: I tak to
się kończy, jak zaufasz komuś za mocno… Ech <zmartwiony>. Wtedy możesz liczyć na publiczną terapię komentarzową, równie
enigmatyczną w przekazie. Tak jakby wszyscy wiedzieli, co jest tajemniczym
powodem utrapienia autora… W sieci wypada być szczęśliwym, odnoszącym sukcesy
zawodowe i prywatne człowiekiem. Jeśli jest inaczej, wskazane jest wstrzymać
się od głosu. Nie walczę tu o ten głos dla dyskryminowanych nieszczęśników, ale
wołam o rozsądek do obu stron.
Kochani, upewnijcie się czy w Waszym realnym życiu wszystko gra. To, że inni będą myśleli, że jest dobrze, kształtując opinię na podstawie Waszego profilu na fejsie, nie sprawi, że przeniesie się to przez ekran komputera na Waszą egzystencję. Jeśli czujecie się samotni, spotkajcie się z kimś na kawę zamiast publikować ładne nowe profilowe w ramach załatania samopoczucia komentarzami. Gdy leży Wam coś na sercu, znajdźcie osobę ,której to dotyczy i wyjaśnijcie sprawę- piosenka z wymownym tekstem tego nie załatwi.
Jestem taką Lidką. Prawdę mówiąc, większość moich rówieśników oraz osoby młodsze- wszyscy jesteśmy Lidkami,
w mniejszym bądź większym stopniu. Nie od początku byłam wychowywana w dobie technologii: pamiętam czasy zabawy liściem i patykiem, warzywami z ogródka dziadków i wygrzebanymi z krzaka ślimakami, stanie pod rynną, zakładanie rockowego zespołu przy pomocy wiadra i grzechotek z pustej butelki i porzeczek. Pamiętam rowery, bujanie się na linie, prowadzenie szkoły czarownic (włącznie z „lataniem” na miotle wokół domu), oraz teatr przy trzepaku. I wiecie co? To moje najpiękniejsze wspomnienia. Później strzelanie do bramki zajął konkurs kto puści więcej „strzałek” (czyt. Sygnałów, w slangu roku 2000 😉 ) i czytanie książek na dobranoc zostało wymienione na pogaduchy na czacie… Mimo, że z czasem telefon stał się dodatkową kończyną, organem, to nadal odzywa się efekt ‘odrzucenia’ przez organizm właściwy. Czas bezwartościowy, który spędzam bezmyślnie wędrując przez aplikacje i strony internetowe, wpędza mnie ostatecznie w depresyjny nastrój. Jestem uzależniona od czynności, która nie sprawia mi przyjemności. To co teraz powiem może wydać się pozornie głupim pomysłem, ale weszłam w posiadanie zegarka analogowego, właśnie po to, aby mój czas poza domem odbywał się w świecie realnym, który będę mogła doświadczać wszystkimi zmysłami, a nie tylko wtedy kiedy podniosę wzrok znad ekranu telefonu.
Proszę, zostawcie telefony w domu i wyjdźcie. Rzeczywistość jest piękna i warto się z nią skonfrontować osobiście. Inaczej czeka nas emocjonalna, estetyczna i społeczna niepełnosprawność.


Komentarze
Prześlij komentarz