Psychoterapia w promocyjnej cenie
Przekraczasz w kadrze
zwolnionego tempa automatyczne drzwi i wstępujesz do niby-komory kosmicznej,
która stanowi bramę do innego świata. Włos Twój rozwiewa nadmuch niezawodnej
klimatyzacji… Gdy znajdziesz się w końcu w części głównej, z każdej strony, niczym
na scenie, oświetlają Cię lampy i uderzają rozmaite dźwięki usypiając czujność.
Stan dezorientacji. Och, jak dobrze, że jest mapa! Ściskając pod pachą torebkę,
śledzisz trasy i numerację odpowiednich boksów. Część logistyczna. Gdy już
wyznaczysz bazę startową, Twój puls przyśpiesza, oddech spłyca, a w oczach
pojawiają mroczki. Jesteś coraz bliżej- ten dzień w końcu nadszedł! Nie wiesz,
co to ograniczenia, problemy, przeciwności losu! To czas polowania i to nie w
celu wyżywienia potomstwa!!
Pierwsza baza. Rzucasz
panoramiczne spojrzenie, aby dostrzec upragnione czerwone szyldy… z napisem
‘SALE’. Potem spod sterty ciuchów widać tylko Twoją dłoń pnącą się dumnie ku
niebu w znaku zwycięstwa...
Oczywiście, że większość z nas ma jakieś mechanizmy zachowawcze, aby nie zbankrutować. Niektórzy nawet dosłyszą głos zdrowego rozsądku, ale…nie gdy centra handlowe niespodziewanie otwierają czwarty w tym sezonie okres wyprzedażowy, a Ty nie odłożyłeś żadnych zaskórniaków. Toż to czarna rozpacz i zgrzytanie zębami, a potem szczyt umiejętności zarządzania finansami.
A sale mówią: płyn do płukania 50% mniej! Masz 3 litry przysłane od rodzicielki, ale to nie Lenor! Czy Ty nie masz przypadkiem uczulenia na te od mamy, hęę??
Mówią też: o patrz jaki piękny płaszcz. Wśród swoich 5 czarnych nie posiadasz TAKIEGO czarnego.
Najmądrzejsze są wtedy: uuuuuu, nowy krem ze śluzem ślimaka!. Strasznie staro wyglądasz, a olejek… no podobno należy zmieniać kosmetyki do twarzy, bo skóra się przyzwyczaja, tak?
Tak poważnie, to nie głos sale ,a mózgu skorumpowanego sidłami konsumpcjonizmu, który nauczył się racjonalizować każdą potrzebę wykreowaną przez marki. Żadna super-oferta nie otrze łez na długo i nie uciszy stresu permanentnie- staram się sobie to przypominać każdego dnia, gdy frustracja wywala żyły na skroni a klatką piersiową szloch aż rwie się by wstrząsnąć. To jakby położyć plaster z kwiatkiem na złamanie otwarte. Kochani, zakupy są świetne, gdy stanowią nagrodę, bądź realizację potrzeby, ale mogą być także destrukcyjne zarówno dla portfela jak i psychiki, gdy na koniec dnia zostajecie sami otoczeni stertą nadprogramowych przedmiotów, z pustym kontem i taką samą ilością problemów. Chodźcie na shopping w dobrym humorze :)



Komentarze
Prześlij komentarz