Szyta na miarę

Czy możemy być w pełni szczęśliwi przy kimś przy kim nie jesteśmy w stu procentach sobą?

Zadałam sobie takie pytanie podczas jednej z sobotnich sesji ‘gadania do siebie’ i po 25 latach olśniło mnie. Zrozumiałam,  że wszystkie te drobne dziwactwa, upodobania, detale wizualne- to wszystko dopełnia to kim jesteśmy. Gdy pozbywamy się ich w ramach dopasowania się do czyjegoś kanonu piękna, czy zapunktowania w rankingu atrakcyjności, zakopujemy naszą wyjątkowość.


Całe życie szarpałam moje cienkie włosy szczotą, namiętnie hodowałam i prostowałam BO przecież chłopcy wolą sypką taflę włosów po pas niż niesforne krótkie spiralki.

Z natury jestem mysią blondynką. Gdy miałam 11 lat moje kuzynki uznały, że jestem siwa i nie omieszkały nazywać babcią. Wybłagałam mamę o farbę do włosów.

Koleżanki w gimnazjum hurtowo robiły kolczyki w pępku. Kupiłam w aptece igłę z wenflonem i przebiłam sobie brew. Brawa za graniczną głupotę.

Piotr uwielbiał czerwone paznokcie, więc malowałam.

Adam wolał brunetki, więc farbowałam.

Rafałowi podobałam się bardziej, gdy nosiłam rozpuszczone włosy. To rozpuszczałam.

Paul był duszą towarzystwa z nieustającą ochotą na aktywność- nawet gdy nie miałam najmniejszej ochoty, porzucałam książkę i koc i jechałam z nim na imprezę. Po to żeby nie słyszeć jak nudna jestem.

Makijaż ograniczyłam do minimum, bo ‘naturalna jesteś najpiękniejsza’.



Gdy w zakamarkach pamięci doszukiwałam się kolejnych przykładów swoich prób dopasowania się do czyichś oczekiwań, uczyniłam wielki mentalny face-palm. ‘Czy ciebie do końca <piiiiii>?’- zapytałam. Jak niskie poczucie własnej wartości trzeba mieć, aby z taką łatwością obdzierać się z autentyczności? 


Teraz chcę być sobą bardziej niż kiedykolwiek, nosić tę najwygodniejszą ‘skórę’: pozwolić włosom tańczyć we wszystkie strony świata, cieszyć się szarością swojej czupryny, nosić za luźne koszulki, paznokcie malować na niebiesko a oczy obsypywać brokatem. I chcę spędzać czwartkowy wieczór jako wrap z koca wyposażony w kubek i laptopa. I nie obchodzi mnie co potencjalny ‘on’ czy inni ‘oni’ wolą. Jedyne komentarze, które powinny się pojawić to to jak świetnie mi w bordowej szmince i jak dziwnie smakuje herbata z przyprawami.



Spróbujcie zlepić w całość każde zewnętrzne ‘ja wolę’ - czy nie skończycie jako karykatura?




Komentarze

Popularne posty