Instant też smaczna

 Kilka razy już mignęły mi treści ubolewające nad życiem instant, w tym-  miłości w wersji błyskawiczna... Niecierpliwej, na szybko, byle jakiej. Jak nie pasuje- to szybko i bez żalu zmieniamy (a na pewno nie doprawiamy!). 

Poczułam wewnętrzną niezgodę na takie diabolizowanie, bo wokół widzę ludzi po prostu... niedokochanych, głodnych dobrego słowa, dotyku i zrozumienia.

Samotność w ludziach otoczonych dziesiątkami współpracowników, aktywnych acz wewnętrznie odosobnionych. Czy zawsze tak było? Pewnie nie. Współczesny świat pełen pędu i naprawdę nieludzkich (!) wymagań wobec samego człowieka, zostawia go ze skrawkiem czasu na poszukiwanie partnera.

Mamy wystarczają ilość czasu właśnie na miłość instant. 

NIE mówię tu o przygodach jednej nocy (a może też?), a przede wszystkim o krótkich relacjach, które rozpoczynają się prawie wraz z poznaniem drugiej osoby. Tak, tak... wszyscy doskonale wiemy, że to niebezpieczne i niezdrowe, bo najpierw to trzeba się dogłębnie poznać, zweryfikować życiowe priorytety i spójne wizje przyszłości, zadać pytania o traumy oraz relację z rodzicami, podpytać o wykształcenie, pasje, ilość pieczątek w paszporcie. Niedoczas i poziom wyziębienia emocjonalnego nie sprzyja długim wstępom.

Zapytam- jak umieracie z głodu to  z namaszczeniem przygotowujecie pełnowartościowy posiłek, czy sięgacie po COKOLWIEK? Tak samo my, głodni miłości, szybko wpadamy w koszyk związku, po to aby chociaż przez moment złapać poczucie bezpieczeństwa i zrozumienia. 

Od braku bliskości drugiego człowieka można zdziczeć i zapomnieć, co to znaczy być żywym, z bijącym sercem, unerwioną skórą i tęsknotami pod powierzchnią.

Nie wierzę również w założenie, że wszystko, czego potrzebujemy mamy w sobie. Potrzebujemy ludzi.

Potrzeba nam miłości. Jeśli nie tej pełnej i bezpiecznej, to jakiejkolwiek. 

Na przetrwanie.









Komentarze

Popularne posty