"Poświęcony"

Nieustannie z instagramów i linkedinów wyziera ku mnie komunikat: 

by osiągnąć sukces, należy coś poświęcić

Nieprzespane noce, tysiące złotych, czas z rodziną, zdrowe zmysły...czasem dużo więcej.

Zastanawiam się, czy moja awersja do tej wizji wynika z braku obranej ścieżki rozwoju i jasno wyznaczonego celu, czy po latach siermiężnej nauki z ADHD na plecach, emocjonalnych turbulencjach, depresji oraz pierwszym (i nie ostatnim) wypaleniu zawodowym tuż po 20 roku życia,  ja po prostu nie chcę poświęcać. Nie na taką skalę, aby mnie droga do sukcesu wysysała z radości życia.

Zazdroszczę tym, którzy wiedzą czego pragną i najlepiej, gdy jest to korzystna finansowo droga zawodowa! Naprawdę! Wtedy musi być łatwiej zarwać jakąś nockę, gdy na horyzoncie jest jasno namalowana przyszłość,  gdzie pasja łączy się z pracą.

A co jeśli moja natura jest płynna? Co jeśli w duszy jestem kolorowa i rozmarzona, a kompas prowadzi mnie co chwilę w inną stronę? Co jeśli moim marzeniem jest sielski domek z ogrodem, bliskość lasu, zwierzęca ferajna, szklarnia i pracownia hobbystyczna? Co jeśli moim marzeniem jest... spokój i cisza?

Czy powinnam teraz poświęcać dziesiątki lat wypruwając się, zmuszając się hurtowo do robienia rzeczy, których nie chcę, a które się opłaca, po to by ostatnie tchnienie wypuścić w sielskich warunkach?

Nie wiem, nie umiem odpowiedzieć teraz na to pytanie. 

Zmęczyło mnie 30 lat życia tak bardzo, że nie chce mi się nigdzie biec. 

Mogę co najwyżej truchtać i skręcać w nieznane. 

I płynąć tam, gdzie mnie serce niesie. 



Z czułymi pozdrowieniami,

Piotruś Pan






Komentarze

Popularne posty